Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

poleciałby na drugi koniec świata, za odepchniętą-by się ujął, za zabitą-by płakał, a po zdradzie zostanie mu tylko...
— Pogarda!!
— Obojętność! — poprawił grzecznie a zawsze chłodno prezes.
— Byłeś pan kiedy młodym? miałeś pan serce? — spytała go nagle Pola...
Uśmiechnął się Karliński.
— Pochlebiam sobie, że jeszcze jakąś jego resztkę w piersi noszę... i w imię jego zapewniam panią, że tę ofiarę, do któréj jesteś obowiązaną, będziemy się starali uczynić jak najlżejszą; wybierzesz pani, kogo chcesz, ożenim ją, wyposażym...
Pola odskoczyła jak piorunem rażona, wściekła z bólu.
— Pan śmiesz mi to mówić, rozdarłszy mi duszę... a! to szkarada, to zgroza! to urągowisko! to podłość!
— Cicho! na Boga, cicho! posłyszą nas!
— Niech słyszą! — krzyknęła Pola — pan nie wiesz, jakie uczucie rozbudziłeś w mojém sercu? uczucie zemsty, silne jak miłość... Ja los wasz trzymam w ręku; jeśli zechcę, ożeni się ze mną... i uczynię to, jeśli mi pan będziesz śmiał raz jeszcze rzucić myśl podobną... Za kogo pan mnie masz?
— Za najszlachetniejszą istotę — zawołał prezes, poczuwszy się na fałszywéj drodze — na klęczkach panią przepraszam...
— O! taka uraza się nie zapomina — odpowiedziała Pola — tego brakło! chcą mi zapłacić! zapłacić! a! to okropne!
— Nie miałem téj myśli.
— Miałeś pan myśl tę... nie znasz ubogich... książęta i królowie płacą swoim kochankom i za mąż je wydają; chciałeś pan postąpić ze mną ich przykładem! ale wyście nie książęta, a ja-m nie z tych kobiet, które im za kochanki służą.
— Pani się gniewasz? do naszych układów więcéj zimnéj krwi potrzeba.
— Ja jéj nie mam i miéć nie mogę.
— Bez niéj nie poradzim jednak; kochasz pani Juliana: największym dowodem miłości dla niego byłoby poświęcenie. Nie zostawić mu żalu, oszczędzić boleści...
— Tak mi mów pan, panie prezesie... to rozumiem...
— Wiedziałem, że język ten pojmiesz pani...
— Co mam zrobić? co mam zrobić?
— Potrzeba, mówiłem pani, zająć się kim innym, porzucić go, rozgniewać i koniecznie, koniecznie pójść za mąż.
— Odegrać komedyą! dramat! udawać, kłamać i saméj sobie serce rozedrzéć.
— Pani, ja-m temu nie winien.