Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/409

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Ani na chwilę! ale bez rachuby, przywiązałaś go pani tak poświęceniem swojém, oddaniem mu się...
Pola zasłoniła oczy... ale je prędko podniosła śmiałe i błyszczące na prezesa, jakby się wstydu swego zawstydziła.
— Pani go tak przywiązałaś do siebie, że złe, które się stało przez nią, przez nią tylko może być uleczoném...
— Rozkazuj pan — odparła Pola chłodno — słucham...
— Julian — mówił prezes — kocha pierwszą miłością, szaloną; rozdrażniony, rzuci się do ostatecznych środków; rozumowaniem, przeciwieństwem, niczém go odwieść nie będzie można... To pani tylko uczynić możesz...
— Uczynię wszystko; potrzeba, bym zapłaciła chwilę szczęścia... ale panie — zawołała składając ręce — pozwól mi ją przedłużyć jeszcze... to ostatnia!
— Nie, nie, nie! — przerwał nieubłagany sędzia — im dłużéj Julian pozostanie w tych więzach, tém do nich mocniéj przyrośnie.
— Miesiąc, tydzień, dni kilka, daruj mi pan jeszcze.
— Ani dnia; i dla pani i dla niego im prędzéj tém lepiéj... potrzeba skończyć.
— Spodziewałam się tego — nabierając męstwa, odpowiedziała Pola — będę posłuszną, ale umrę.
— Żyć pani będziesz... i żyć szczęśliwą...
— Ale jakąż męczarnię wymyśliliście dla mnie?
— Kochasz go, czy nie?
— Czy ja go kocham! on wątpi! — wykrzyknęła Pola zalewając się łzami — on wątpi!
— Największe miłości, jak wszelkie ludzkie sprawy, mają początek i koniec... i ta się skończyć musi...
— Śmiercią!
— Nie, obojętnością tylko — odparł prezes. — Chcesz-li pani zatruć wspomnieniami całe życie Julianowi? uczynić go nieszczęśliwym? zostawić mu żale wiekuiste?
— Ale czegoż wymagasz pan po mnie?
— Potrzeba, żebyś Pani zerwała sama, żebyś pokochała innego, odepchnęła Juliana, bo tym tylko sposobem możesz złe zrobione naprawić.
Pola rozśmiała się męczeńskim, spazmatycznym śmiechem.
— Koniec godny początku! — zawołała — ostatnia scena krótkiego dramatu obmyślana przewybornie. Ale na Boga, wypędźcie mnie lepiéj, zabijcie, skalajcie wzgardą...
— To by się właśnie na nic nie przydało — odparł prezes, którego głębokie uczucie Poli nic a nic nie poruszało — za wypędzoną