Strona:PL Kraszewski - Powieści szlacheckie.djvu/394

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

ścić się nie mogli, nadto był szczupły; pani Drabicka ruszając ramionami, pociągnęła Celestynową, Mamert nie dając się uprzedzić nikomu, wszedł za kobietami, Pryscyan poprzedził Aleksego... Przybycie tych kilku osób było tylko zwiastunem odwiedzin sąsiadów wszystkich, którzy się zaraz ściągać zaczęli... i do nocy mieniając się, ubawiali gościa, nie mogącego sam na sam z matką pomówić. Nie wiem dlaczego, jednak Aleksy po towarzystwie zamkowém, znalazł prawie przyjemność w szczebiotaniu dziecinném dziedziców żerbiańskich, w ich naiwnych pytaniach i odpowiedziach, w prostocie, z jaką dawali odrazu czytać w sobie, jak w księdze otwartéj. Czuł ich śmieszności, ale przez nie widział serca, gdy w wyższém owém towarzystwie, z pod grzeczności i szczerości pozornéj nic dobyć nie było można, choć uczucie jakieś mówiło, że dna nie dostałeś jeszcze.
Późno w nocy, w towarzystwie Jasia, który go konno przeprowadzał do krzyża, Aleksy odjechał do Karlina i długo błądził po polach zadumany, pytając się siebie i świata o zagadkę życia, o cel żywota, o tysiące nierozwikłanych zadań, o fałsz i prawdę, o przyszłość społeczeństw, o ich organizacyą, o postęp ludzkości, o postęp szczęścia... o ideę, ofiary... Koń sam zaniósł go przywykły przede drzwi jego mieszkania.

XLII.

— No, cóż to jest, moje dzieci! — zawołał prezes do cisnących się na przywitanie jego Juliana i Anny — powiedzcie mi, po coście mnie wezwali, jakie tam niespodziane szczęście was spotkało? wygraliście milion na loteryi?
— A! więcéj! — zawołała Anna.
— Więcéj niż milion! na jakiéj loteryi? — krzyknął prezes — czy to być może?...
— Nie zrozumiałeś, kochany stryju... więcéj zyskaliśmy, niż miliony... posłuchaj tylko...
— Słucham — rzekł prezes siadając — ale głupieję, co to być może takiego?
— Aleksy! poczciwy Aleksy, powrócił nam straconego Emila!
Prezes uważnie, ale więcéj ciekawości, niż radości ukazując, słuchać począł.
— Wystaw sobie, kochany stryju, ten najzacniejszy z ludzi, nic nam nie mówiąc, pracował, silił się... póki nie dobył iskry z uśpionego dziecięcia naszego... Emil mówi! Emil czyta! Emil ożył!
— Doprawdy! — rzekł zdumiony prezes chłodno — w isto-