Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

kę na znak powitania ku czapce przyłożył — a dwaj przychodnie weszli do sklepu. — P. Piekarski uśmiechając się, Bakowski oblizując na widok gąsiorów, beczułek i dzbanów.
— Mateuszek! hej! Mateuszek! podaj sam wina! krzyknął Francuz, i policz co ci ichmość nam winni, bo z pieniędzmi przychodzą, więc — palsembleu! — muszą dług zapłacić.
— O! z pieniędzmi! powtórzył Piekarski, a pieniądze, takie śliczne, białe! cha! cha! cha!...
Mateusz zwinął się gracko — wybiegł i powrócił z gąsiorkiem pełnym. — Postawił go na stole, a sam zaczął rachować liczby, kredą na ścianie popisane.
— Umf! a! a! jak on liczy! zawołał z głupiem podziwieniem p. Piekarski.
— A niech sobie liczy paniczu, a my pijmy, nie trzeba czasu tracić!! — To mówiąc, Rakowski nalał dwa kubki wina i podał jeden z nich swemu paniczowi, który łapczywie go pochwycił i wychylił, a cała twarz jego dziką zajaśniała radością. Kupiec głowę z pod szuby wyścibiwszy, także ślinkę na ten widok połykał, ale się nie śmiał przymówić, żeby go na wino poprosili.
— Umf! palsembleu! odezwał się nareszcie, przecież mi waszmość dziś dług oddacie — naczekałem się niemało.