Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Nie było odpowiedzi na tę zaczepkę, bo dwaj przybyli, pili na wyścigi.
— Drugiby tak nie czekał — dodał Francuz po chwili.
Znowu nie było odpowiedzi.
— A waszmość tak niegrzeczni, rzekł nakoniec, nawet mnie nie prosicie na wino.
Rakowski, ów to pachoł czerwony, który czuł mocno, jak przykro być musi patrzeć na pijących a nie pić, obrócił się nagle i rzekł:
— No to waść pij — prosimy.
— Mateuszu! kubka! zawołał uśmiechając się Francuz, porwał podane naczynie, nalał, do ust przyłożył, łyknął duszkiem, postawił wypróżnione na stole i zawołał: Za wasze zdrowie!
— A ja piję za zdrowie waszej córki, podchwycił Piekarski ze zwykłym sobie głupowatym akcentem. Wiwat panna Justyna.
Francuz odwrócił się jakby nie słyszał, lub przynajmniej słyszeć nie chciał, a z miny znać było, że gdyby był nie pił ich wina, byłby tak obojętnie nie wysłuchał tego wiwatu. Nie mógł jednak wytrzymać, żeby nie mruknąć na stronie: Peste soit du marouffle, a Rakowski szturchnął łokciem towarzysza i pokazał mu palcem kupca wielce zaambarasowanego, który ciągle coś szepcąc pod nosem, wcisnął był już nazad głowę do szuby.
Wtem chłopiec sklepowy zawołał:
— Suma florenów 20!