Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nosem, na głowie miał aksamitną czapkę, powalaną i wytartą nieporządnem jej używaniem, na ramionach płaszcz podbity lisami także wyszarzany. Pod nim kontusz niebieski, pas piękny zawiązany od niechcenia, a na nogach kurdybanowe, niegdyś żółte buty.
Ta para szła prosto do sklepu Desausa, a kiedy ów pachołek ze swoim paniczem był już tylko o trzy kroki, Francuz uśmiechnął się, i pod nosem te słowa w swoim języku rodowitym wymówił: — Le diable importe les ivrognes. Nie usłyszeli tego przychodzący, a panicz śmiejąc się zawołał:
— Jak się Francuzisko zawinęło od zimna, by co szklannego do drogi!... chi, chi, chi! by co szklannego!
— Idziemy do waszeci, rzekł pachołek, na śniadanie!
— Hm! palsembleu! a macież pieniądze?
— Mamy! o! mamy! odparł młodzieniec, jakem Wacław Piekarski.
— Mamy, powtórzył pachołek, który przywykły do tłumaczenia, podchwytywał słowa swego pana, — mamy! ja ci za to ręczę, a waść znasz mnie, kto jestem! szlachcic i dworzanin pana Wacława Piekarskiego, Józef Rakowski z Rakowa.
Mina Francuza zmieniła się nagle na tak wesołą nowinę; — radość zajaśniała w oczach, wychylił resztę ukrytej twarzy z pod futra, rę-