Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zbytek, strój, zabawy, z tem się nie taję... może mnie to rozrywać, gdy kogo zbałamucę, ale żebym miała zakuć się dobrowolnie w kajdany... o! co nie, to nie!
Uściskała mnie nie mogąc się wstrzymać od śmiechu...
— A jak się panience kto bardzo, bardzo podoba... jak się serduszko obudzi...
— To nie może być! nigdy w świecie... wszystkie miłości są nieszczęśliwe — bardzo dziękuję.
Zagadałyśmy się do późna, bo mnie zarzucała różnemi pytaniami: a gdyby to, gdyby tamto, gdyby stary, gdyby brzydki... Co mi tam!...
Ta moja Bomburry ze swoim Kantem angielskim, doskonała! Nie daje mi nic czytać ani tłumaczyć, gdziekolwiek miłość wchodzi, zdaje się że nawet mężczyzn by chciała z książek powyskrobywać! Naiwna, przedziwna... a u mnie mamine romanse francuzkie stosami leżą....
Ale bo to nawet sensu nie ma.
Tają tak, tają przed nami wszystko, kryją pokusy i niebezpieczeństwa, — a potem gdy się której w świecie noga pośliźnie, krzyczą na nią... Cóż winna, gdy oczy miała zawiązane umyślnie. Ja wiem, że z najgorszych książek najwięcej się nauczyłam...
Mama, jak mówiła, wybiera się i tego roku do Karlsbadu, bo tego zdrowie jej wymaga... Mnie sa-