Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skoczyłam jej na szyję, modląc, żeby mi coś więcej powiedziała o tem — ale się zaklęła, iż nie wie dokładnie, że coś tylko Mama jej przebąknęła... O! jeżeli wie więcej, to z niej powoli dobędę... Póki się nie rozgada i nie rozpali własną wymową, umie trzymać tajemnicę, ale gdy raz język puści... już go nie zahamuje żadna ludzka siła... Podowiadywałam się od niej tyle... dowiem się i tego...
Głowa mnie się pali co to może być... Kto?! Pilska mówi że w każdym razie parę lat upłynie pewnie nim do tego przyjdzie.
Zastanawiałam się i myślałam długo o ostatniej rozmowie z Pilską... Rzucała na mnie oczyma, jak gdyby mnie badać chciała? Któż to wie! może Mama poleciła jej mnie sondować... Zagadnęła co ja myślę o małżeństwie i jakiebym dla siebie wybrała... Odpowiedziałam szczerze — że chcę wyjść bogato, abym ciągle jak Mama nie miała z interesami kłopotów... że to dla mnie pierwszy warunek i że muszę być panią w domu, że mąż powinien się szalenie kochać we mnie...
— A panienka? zapytała śmiejąc się.
— Moja Pilsiu — rzekłam... ja się wcale kochać nie myślę... Ze wszystkiego co o różnych miłościach czytałam, tyle tylko rozumiem, iż to są rzeczy tragiczne, a ja wszelkich tragedji nie cierpię... Lubię