Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do niczego nie prowadzi — przyjęła taki stan rzeczy jaki jest... i zawarła traktat ze mną.
Znam jej słabość... lubi jeść... Zdaje mi się nawet, że kieliszek porto nie jest jej obojętnym... Powiedziałam o tem Pilskiej i dogodzimy jej gustom. Teraz już większą część dnia siedzi sobie spokojnie, nie bardzo się do mnie wdaje... Pisze coś? — Co mi tam do tego..
Stara, brzydka, cóż ma robić!
Parę godzin na dzień czytamy Wikarego Wakefildzkiego, Nocy Younga, kawałki Walter Skotta. — Schodzimy się na śniadania, obiady i czasem przechadzki... Zresztą nie przeszkadza mi... Mamie się nie podoba, ale ją szanujemy dla tego języka i żeby się chwalić, że ją mamy w domu! Baron nastaje na to, że rozgłos o wychowaniu starannem, dla mnie potrzebny...
Powoli z Pilskiej wydowam coraz coś nowego i ciekawego. Wczoraj Angielka, która musi codzień chodzić na przechadzkę, choćby pod parasolem, poszła sobie sama... mnie trochę zęby bolały... Poszłam do mojej Pilsi... rozgadałyśmy się szeroko. Wydała Mamę i Barona z sekretu, że na mnie mają już pewne plany... że jest mowa o jakimś, wprawdzie dalekim jeszcze, projekcie małżeństwa...