Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ma na klucz zamyka... a Pilska mi je wyciąga... Uśmieję się, upłaczę i widzę w nich ludzi, których rozumiem...
A! te gryzetki paryzkie...
Mama widząc, że po książki chodzę, dała mi Lamartina... Może to ładne, ale ja łzawego świata nie lubię... co mi potem? Męczyć się dla jakichś ideałów, których niema... Rozmowa z Pilską więcej mnie nad to wszystko bawi...
Ale w Sulimowie trochę jednostajnie, gdyby nie Baron... powiedziałabym, że się nudzimy... Dwie kartki w dzienniku zarysowałam karykaturami... Mówiono mi że ja mam do nich talent... Ropeckę z jej lokami i kosemi oczyma nauczyłam się tak robić, że ją od razu każdy poznawał... Fellnerowa także mi się udawała...
Teraz się Pilskę uczę rysować, ale tych jej oczów kocich, nie potrafię...



Dnia 10. Kwietnia.

Przyjechała tedy Angielka!.. Sztywna jakby z angielskiej stali była wykuta, zimna, milcząca, opięta, wyprostowana, małomowna... Po francusku mówi ohydnie. Mama posłyszawszy to, zadrzała o