Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z oczów Pilskiej widzę, że Mama go kochała... Ale cóż w tem znowu tak zdrożnego, jeśli papa był taki nieznośny... Trudno się zamknąć w klasztorze i oczy wypłakiwać. Tego tylko nierozumiem, jak Ojciec się może tak zamaskować, bo gdy go widywałam, zawszem go znajdowała tak dobrym, łagodnym, miłym...
Baronowi Mama winna, jak mówi Pilska, bardzo wiele, bo jest jej opiekunem i bratem... Z pewnych wygadań domyślam się, iż nasze interesa nie dobrze stoją... na Sulimowie są długi, a Ojciec temu ma być winien... Szczęściem Baron zamożny, kawaler, majątek jego obok i on nas ratuje... Pilska się domyśla, że pewnie swoje Dydki i Żebrze mnie zapisze, albo Mamie... Dobrze by zrobił, bo ani ja, ani Mama w niedostatku byśmy żyć nie potrafiły... Drzę na samo wspomnienie ubóstwa... Możeż być okropniejsze nieszczęście, nad suknię starą, ubranie niemodne... złe towarzystwo, niewygody i przymus do pracy jakiejś!!! Słyszałam to stokroć od Mamy, że gdyby jej życie zmienić przyszło... umarłaby... Ależ to przecie niepodobieństwo abyśmy my... my mogły kiedykolwiek... Takie familje jak nasza, nigdy nie upadają...
I tak już żyjemy tu bardzo skromnie, niema więcej nad jeden cug poszóstny na stajni i czwórka małych koników do spaceru... Kamerdyner i to... stary taki... niepoczesny, dwóch lokajów...