Strona:PL Kraszewski - Żacy krakowscy.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

uczynić litość jednemu, kilkuset jej zrobić nie potrafi. Powtóre, spuszcząjąc się na jałmużnę ludzką łatwo pomrzecie z głodu, bo mało jest litościwych. Potrzecie, jeżeli wbrew rozkazom rodziców lub powinowatych postąpicie tak sobie, oni wielu z was bardzo nie zechcą pewno przyjąć do domu, widząc wasze tak zuchwałe już w tak młodym wieku postępowanie. Ściągniecie Waszmość na siebie gniew rodziców i powinowatych, gniew króla i gniew Boga, który przykazuje darować winy, nie mścić się ich. Znacie Waszmość ewanjelją Chrystusa Pana o policzku i sukni, ona wam pokazuje, że chociażby winien był ten kogo obwiniacie, darować mu byłoby najlepiej. Oto z rozkazu króla oznajmujem Waszmościom, że wolno wam dziś jeszcze powrócić, że kto wróci za posłusznego i uczciwego miany będzie, a reszta za krnąbrnych i zuchwałych, że raz ostatni przyobiecuje król i pan nasz łaskawy wymierzyć wam sprawiedliwość.
— Na ks. Czarnkowskiego? podchwycił bliżej stojący student, a za nim prawie wszyscy krzyknęli toż samo.
— Nie — gdyż ten niewinnym się okazał — odpowiedział ks. Przerębski, ale na sługach jego i słudze pana Wojny, którzy uwięzieni są i czekają wyroku.
— Niech ukarze księdza Czarnkowskiego odjęciem kapłaństwa i życia, zawołał student, a my powrócim!
— To być nie może! — odpowiedział głos z drugiej kolasy — chcecież żeby dla waszej uporczywości niewinni pokutowali?
Wrzawa niezrozumiana w tłumie odpowiedziała na te słowa, potem nastąpiło milczenie, potem studenci zdawali się pilnie spierać między sobą.
Lew Maciejowski, który od początku drogi sercem