Strona:PL Kraszewski - Ładny chłopiec.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   145   —

podał mu rękę i protekcyonalnym, lecz zarazem uprzejmym głosem, rzekł.
— Bardzo się cieszę, że pana hrabiego poznać mogę.
Zatytułowany tak p. Bolesław pokraśniał spoglądając na wuja, który cały był w szachach.
— Niech pan czasem mnie odwiedzi — dodał p. Samuel. — Posłucha pan u mnie dobréj muzyki, napije się dobréj herbaty, zje dobrą kolacyę i pozna z dobremi ludźmi. — Bardzo proszę, bez ceremonii.
Bolek rumieniąc się kłaniał i dziękował, przebąkując coś niezrozumiałego. Nazwisko p. Samuela Bombasteina, jako jednego z najzamożniejszych ludzi w mieście, nie raz się o jego uszy obiło; bliżéj jednak nie znał ani składu domu, ani towarzystwa, w które tam miał wejść.
Postał chwilkę nad szachami, i zamierzając rozpytać wuja późniéj o nową swą znajomość, wyszedł do drugiego pokoju, aby grającym nie przeszkadzać. Siadł zaledwie w kątku, gdy nieopodal spostrzegł Serafina, który dosyć smętnie jakoś czarną kawę wysączał.
Brzuchowski natychmiast z filiżanką się przysiadł do niego.
Bolek miał minę tryumfującą, nieledwie szyderską.
— No cóż? jakże wczorajszy wieczór? jak nadzieje? co się tam święci? — odezwał się Tanczyński.
— Wszystko jak nie może być lepiéj — rzekł p. Serafin — wdówka jak perła wygląda, istna królo-