Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


działy, rozmiłowane były w tej grze i leciały, tylko zagrał, zkąd które mogło, gdzieby nie było. Mógłbyś powiedzieć: ćmy do światła. To się rojem sypało ze żlebów głębokich, skrytych, z pod skał, z pod mchów nad czeluściami czarnemi owisłych, z otchłani lasów prawiecznych, z prawiekuistych wód. Sypało się rojem.
Jedne gnały het od Bystrej, od Wołowca, długą smugą obłoku nad Pięć Stawów, ponad Zawory; inne gnały od Rówienek z doliny, od cudownych dzikich turni Staroleśniańskiej wieży dwuszczytnej, z podmuchem ciepłym wschodniego wiatru. Szumiała niemi powietrzna wgłąb, a Dziwny juhas grał na swojej fujerze.
Że się tak zapatrywał w przestrzeń nad sobą, a nie widział wtedy nic i nie słyszał: zwano go Dziwnym, Dziwnym juhasem. Hej! Nie płacił ku niemu nic żaden muzyka świata...
Te widma, jak posprzylatowały ku niemu,