Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


te co z dalsza, i te, co z bliższa, z Pańszczyckiej doliny, z Waksmundzkiej, z pod Miedzianego: to się brały za ręce i tańcowały w koło, hej, a on im dopiero wtedy grał! Wartało słuchać... Rozmaite one były, a on je wszystkie znał.
Były tamoj leśne Ćmy, były tamoj Górne Gmły, były wodne Skróśświetlice, były wietrzne Poświstnice, były Takie co świat złocą, były Co go kryją nocą, i były Co go druzgocą; były jasne Błękitówki, były sine Trupiogłówki, co leciały z takich stron, gdzie się mord stał, przekroczył Zgon.
Były także ciche, blade, uśmiechnięte, jak upiory, o olbrzymich martwych oczach, choć patrzały z nich, jak orły, te, co lecą niewiadomo zkąd?!
Te krążyły mu nad głową, uśmiechały się, jak żmije, wyciągały k’niemu szyje, szyje długie, śmigłe, białe, usta blade,