Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wyskoczyłbyś na ten mur?
— Na tén? Ej nié, nie wyskocem.
— A wyleciałbyś?
— Krokami? Wylecem.
Zamyślił się oficerek chwilę, ale to młode było, ciekawe, powiada: Dasz słowo, że nie uciekniesz, jak wylecisz?
Sobek się ani nie zawahał: Dom! — powiada.
Kupa przecie ludzi koło niego stała: Lachy, Rusiny, Zagórzanie, Górale — przed tymi się pokazać, tych w dumę wzbić — a i żołnierzy było dokoła pełno.
— Słowo honoru? Wiesz, co honor? — pyta się jeszcze oficerek.
— Honor telo znacy, co honór, wiém — powiada Sobek. — Byłek u księzy Pijarów w Podoleńcu cosi ze dwa roki i po łacinie mie ucyli. Miałek księdze ostać, ino sie ta cosi kańsi stało, co jek haw, hoćjek ta i tak msów dość naodprawiał