Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na Buńdówkak w Zokopaném. Nie ucieknem.
— No to leć!
Rozstąpili się ludzie Sobkowi, rozpędził się, skoczył na sążeń wysoko, potem raz, dwa, trzy kroki zrobił, że się tylko ludziom po oczach migło, stanął na murze.
Oniemieli ludzie z podziwu. A Sobek stał na murze i patrzał w świat.
Wszystkim biły serca w piersiach. W tej jednej chwili sto myśli leciało przez głowę skazańców. Mógł uciec. Poza murem nie pilnował nikt. Takiego latawca nie dogoniłby nikt. Mógł uciec, gdzie chciał, w góry, na Węgry, gdzie chciał. Był wolny.
Sobek stał i patrzał w świat. Był wolny. Słońce jaskrawo zapadało na niebie.
— Zeskocz! — krzyknął z dołu oficer.
Sobek obrócił się ku niemu i stał na murze.
— Słowo! — krzyczał oficer, czerwony