Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miał; ale tam gniewu nie było — na drugą niedzielę przyszedł.
Na wiosnę odmierzał Sobek Zoślance płótna na spodnice w lesie od smreka do smreka. To był ryf!
I poszedł w las.
Tak się zimował Sobek Jaworcarz hoćkie hoćkany.


∗             ∗

Nakoniec go odkuli i co się nie zrobiło.
Przychodzi jeden taki młody oficerek, więźniowie właśnie na dziedzińcu byli, mur dookoła wysoki, i powiada do Sobka: Jaworcarz! Prawda to, że ty umiesz po murze biegać?
— Prowda! Cozbyk nie umiał! — odpowiada Sobek.
— Ile kroków zrobisz?
— Kielo fcem, hoćby i śtyry.