Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dawało przejść poza Garłuchowski Szczyt ku Polsce, niż zniżać się ku Liptowu, ku niższym przełęczom. Ale nie pamiętał, którędy popod Garłuchowskie turnie przejść, żeby na przepaście nie trafić.
— Pilnujcie go haw — rzekł — a jo przelece przeźreć, ka puści? Jak noc nie bedzie ciémno, w nocy pudziemé, jak be barz ciémno, lem świt. To biéda, ze gmy ciągnom.
— Byście ka nie zaskocyli, tato.
— Bedem skole kład na znak. Ono we gmle hnet pogłupi cłowieka. Hnet zgłupie.
— Wracojcie wartko.
— Ino przeźrem. Pilnujcie tego cłeka!
— O! Jus my go hawok upilnujemé! Lećcie, tato, co thu!
— Duhem!
Poszedł.
Pojadły dziewki. Wikta odwiązała usta strzelcowi, dała i jemu. Śmiały człowiek