Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ścigajom nos? — spytał.
— Prowde mów! — rzekła Róża, dotykając strzelcowi twarzy nożem.
— Ustali. Wiatr ich wrócił.
— Dobrze. S cymeście go związały? Spodnicami?
— No.
— Dobrze. Trza poprawić.
Związali strzelcowi ręce i nogi powrozem, przewiązali usta, aby nie krzyknął.
Stary Kuba myślał: albo go zabić odrazu, albo też zmusić do niesienia zdobyczy, dokąd się da, a potem zabić. Tak zdecydował.
Ściemniać się jęło i nikt nie nadchodził. W nocy nikt tu nie pójdzie po śniegach świeżych, ślizgich i miękkich. Wiatr zresztą tropy musiał zawiać bez śladu. Naszła od północy z poza wierchów gęsta, posępna mgła.
Wodnemu Kubie bezpieczniej się wy-