Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dyabły! Podź!
— Wyrwę się!
— Spróguj!
I Róża przytknęła mu znów nóż do gardła.
— Podź!
Przywiodły go do koleby.
Zdumiał się.
Stary chłop przed nim, zarosły, jak las, czarny, jak torfowisko, tylko mu się włosy bielą, jak mech siwy na smreku. Przy nim dziewczyna, młoda, ledwie dorosła, z pistoletem w ręku, koło niego dwie wiedźmy młode i ładne, a bujne, jak lipy. Spódnicami go związały na śnie i wiedą. W kolébie mieszkają, widno, sprzęt nawet niejaki jest.
Zdumiał się strasznie.
Stary Kuba myślał: udać przed nim, że to nie oni rabowali — ej! na co? Nie uwierzy, a i tak żywy nie może odejść.