Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Hej, dobrze padajom kumosicka, oni ta wse mądrze radzom. Nie prec, nie prec!
— Kiek haw wcora z domu sta, moi miéli, takie mi corne kocisko z pod nóg smyrgło. Jazek się wzdrygła!
— Dyabeł nowoli w kota.
— Ej, kumosicko, widowali go juz ludzie i w psiéj skórze.
— Ale mu się za kota obrócić noracéj widzi.
— Je coz ta takiemu?! Co fce, potrafi. Dyabeł i dyabeł.
— Kie Symek Mrowca konał, to się zaś objawił za wilka. Tu! tu! popod hałupę przeseł.
— Ej raty!
— A pocymze go poznali, ze je nie wilk prowdziwy?
— Ej ci juz wiedzieli, co poznajali! Pono w nurze mioł ogień. W nocy to było.
— Ej raty!
— Nie wysłuhoł się to stary Mrowca?
— Nie dowieźli mu ksiendza. Konie uwięzły w zospak.
— Ej! wicie! To ta juz nie wto iny sprawiéł, ino on, ten wik.
— Tak tyz ukwalowali sytka, ze nie co ine, lemze on.
— Hej! Ponjezusicku nosłodsy!