Przejdź do zawartości

Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Maryjo Przecysto!
 — Syscy janieli, jacyście ta ka ino po niebie!
 — Kumoterku, kumoterku, jedźcie się wysłuhać! Nic juz s wos! Ino patrzyć!
 — O nic! nic! Zbiédliście! Pół wos ubyło! Skapiecie!
 — Jedźciez, jedźciez moi miéli, ono wom ta juz nie przepuści tym raze.
 — Wiera ze nié!
 — Ej nié!
 I jak zaczęły nad nim jajczeć, a biadkać, a sklamrzyć, zdecydował się Józek Smaś do Pana Boga do Ludzimiérza jechać.
 Uchwalili na odpust, ósmego września, w samo Narodzenie Najświętszej Panny.
 Ustały deszcze, co tego sierpnia lały bardzo, zaraz się Józkowi lepiej zrobiło, przestało go tak strasecnie łupać po kościach.

 Wstał z pościeli, umył się, włosy masłem wysmarował, czysto się oblókł, kapelusz nowy, czucha nowa, serdak nowy, portki, kyrpce, jak na wesele. Radowały się baby, co go namówiły i jechać z nim miały; żony już nie miał, wdowcem był. Ale się dopiero zadziwią! — bo tu przed chałupę zajeżdża wóz, a we wozie skrzypkowie dwaj, basisty — jak na wesele! A dopiero gęby otwarły,