Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ej kumoterku, kumoterku, juz wy ta wnet dojńdziecie, dojńdziecie — powiada jedna.
— Hej, swoku, niewierny wom juz poradzić nijako — powiada druga.
— Niwto haw juz nie poradzi, moi miéli, jedna śmierzć — powiada trzecia.
— Ej, kumoterku, kumoterku, trzaby o duse myśleć.
— Coby zaś pote późno niebyło, swoku.
— A wtoz wi? Nieroz tak bywuje — mozeby i popuściło by kielo telo po komunii świentéj.
— Wiera, dobrze padocie, kumosicko. Cobyście tyz, kumoterku, dali się wysłuhać.
— Przed Matkom Boskom cudownom w Ludzimirzu.
— E dy ta jest i w Odrowązie, padajom, cudowno — odezwał się Smaś, któremu się Odrowąż lepiej podobał, bo dalej, a to już zbójecka i myśliwska natura, jak iść, to daleko.
— Hej, moi miéli! Ona ku ludzimirskiej ani za kuhareckę nie worce!
— Jedźcie, swoku, wysłuhojcie się!
— O jedźcie tyz, jedźcie, kumoterku, a pilno, ponaglojcie się, bo cas!
— Jedźciez, jedźcie, moi miéli!
— Dyabeł ku wom niebedzie mioł przystępu, a on haw nie prec bedzie!