Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Zapłacem ci trzy tońce.
— Nie kcem.
— Bracie...
Ale Wałęcak już stoi przed muzyką i śpiewa:

»Nie próguj się, hłopce, w tyj karcmie nawrócić:
Jest haw lepsi hłopcy, mogliby cię skrócić!«

A Wojtek Chroniec odpowiada mu udając, że śpiewa wesoło:

»Abo mię zabijom, abo jo kogosi,
Bo się mi cuprina do góry podnosi!«

Przystanął Wałęcak, spojrzał na Wojtka, Wojtek na niego. Patrzą, uśmiechają się, a grożą sobie oczyma, aż z nich świeczki lecą. Chłopi już miarkują, że tu »cosi bedzie;« odsuwają się trochę, grupują między sobą. Już się baby porwały ku swoim chłopom, stają przy nich, dają sobie znaki, gotują się, bo cosi haw bedzie.
Muzyka gra, Wałęcak tańczy. Tańczy ozwodną nutę dookoła, ale mu jakoś nie idzie. Nie chce skończyć, choćby na złość i przez pychę, a jednak staje przed muzyką i ochrypłym głosem śpiewa do zwyrtu:

»Mój konicek kaśton
Podkowickom trzasnon
Na orawskim gościńcu;
Mnie się serce kraje,
Ohoty dodaje
Ku mojemu dziwcęciu!«