Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Puszcza Kasię popod rękę, chce objąć wpół i zakręcić w powietrzu na zakończenie, w tem Florek Francuz daje Wojtkowi kułaka w bok i szepce mu:
— Wojtuś!
Wojtek rzuca się naprzód, chwyta Kasię za warkocz, zawinął, jak rżnie o ziemię! Aż jękło, ani nie pisła nawet.
— Ty suko! Takie twoje śluby! — krzyczy Wojtek i kopie ją w piersi.
Wałęcak zgłupiał, gębę otworzył, oczy wybałuszył. Wtem przypadł Staszek Pęckowski, brat Kasi, z boku z krzykiem: »Bij! zabij« — i łap Wojtka za gardło. Oprzytomniał i Wałęcak: dalej do Wojtka.
Pięciu, czy sześciu parobków, przyjaciół i krewnych, jeden ze stołkiem, drugi z jakimś tłuczkiem, trzeci z dzbanem glinianym w ręku, lejąc sobie piwo na głowę, sypnęli się ku Wojtkowi, ale w tej chwili ludzie we drzwiach rozmietli się na dwie strony, jak otręby w żłobie, kiedy krowa na nie dmuchnie, i dwaj olbrzymi niemowy, czarni i świecący od nabitych mosiądzem pasów, podnieśli opalone, nagie po pachy w opadających juhaskich rękawach ramiona. Jak się młoty walą w kościeliskich kuźnicach, podnosząc się bez hałasu, a grzmocąc z łoskotem: tak się niemo dźwignęły i za-