Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zapisem im cały majątek! Bedem im tak, jak ociec! Bij!!!
I popchnął go do izby. Dwa olbrzymie Hajacki przysunęły się ku drzwiom.
Wtem struna skrzypkowi pękła: przerwał się taniec. Kasia ujrzała Wojtka. Zmieszała się strasznie, zaczerwieniła, choć już od tańca czerwona. Nie wie: czy iść ku niemu, czy nie? co powiedzieć? Zbliża się nakoniec, wyciąga rękę i bąka:
— Wojtuś? Tuś?
— Hawek — odpowiada Wojtek.
Wałęcak pijany, rozgrzany, stoi obok; wyciąga on też rękę ku Wojtkowi.
— Zdróweś, bracie?
— Zdrów.
Wstrząsnęli sobie dłonie, aż trzasło.
Skrzypek pociągnął po strunach: może grać. Wojtek zdejmuje szerokim ruchem kapelusz przed Wałęcakiem, kłania mu się nizko, przyklęka przed nim na kolano, podnosi głowę do góry i powiada:
— Bracie, ustąp mi.
Wałęcak potrząsa głową hardo:
— Nie, bracie!
— Ustąp mi, pytom cię, bracie.
— Nié, bracie!
— Nie fces?
— Nie kcem.