Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Po tok tyz haw prziseł.
— Ej przi sam Panu Bogu! Wojtuś!
— Bedzie ta jako bedzie.
— Tu mos mojom rękę! Hoćbyś trzy dni kcioł pić: pij! Krowę przedom, konia przedom — pij! Wojtuś! Serdecko moje! Na mój dusiu! Pij!!! A kiz to dyasi prziśli s tobom?
— Juhasi murzańscy. Hajocki. Niemowy.
— Ej wiera! Kieli som tyz! Kieby jo teli był! Sprościłby jo tyz Wałęcoka!
— Nie bójcie się! Mom go i jo sprościć.
— Ej raty przeraty, Wojtuś! Pij potę, kielo kces! Łąkę w Obłazie sprzedom, pole przedom, dom przedom: pij! Wojtuś! Serdecko moje! Ni mógek jo, bier ty! Bier, bier, bier! Wrrr!!!
Tu Florek Francuz warknął jak pies, aż się zapienił, wbił paznogcie w dłoń Wojtka i trząsł się cały, a przestępował z nogi na nogę, jak kogut.
— Is jom hań?
— Widzem.
— Bośkajom się, ściskajom się, shadzajom się! Wojtuś! Wrrr!...
Tu Florek Francuz schylił głowę i złapał zębami rękaw od koszuli Wojtkowej.
— Wojtuś!
— Co?
— Bedem ci syćkie dzieci do krztu trzymoł!