Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— E co ta mom to ta mom — nic wom potem.
— Nosujes przy sobie?
— Wse nosujem.
— Ka? W opasku?
— A moze to i być, kieby ino dość syroki był.
— Jakoz to? Nie rozumiem?
— Hej ojce, wicie — — kieby taki syroki był, coby serce przykrył. Kaz ten jarzec?
Popatrzył na niego stary Gąsiorek, pyta się;
— To się na serce przykłado?
— No.
— Jakze to? Przylepio się? Cy je jaki ploster?
— Nie przylepio się, ba trza połknonć, coby do serca wlazło — mówi Jasiek.
Stary Gąsiorek przykrzywił głowę: Jakosi cudnie mówis — powiada — A ukozes mi to? Cy byk i jo nie połknon?
— Ej, musielibyście jaze w Kościeliska jehać, coby uwidzieć, jakie to.
— Tam je stela?
— No.
— A wtoz ci to doł?
— Coz się ta telo ozpytujecie! Kaz to zboze?
Stary Gąsiorek pomilczał trochę, potem się rozśmiał i rzekł: Rychtyk — co się ozpytujem, kie jo mom haw na głowie nolepse odcynienie na wselkie uroki.