Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I pogłaskał się po siwych włosach.
— Podź, Jasiek, wsujemy jarcu do worka.
A w Jaśka Muzykę w chwilę potem jak żeby piorun trzasł.
Idzie, niesie worek na plecach, przychodzi ku młynowi, a tu przed młynem stoi Maryna wójtowa.
— Do młyna? — pyta się.
Popatrzał Jasiek na nią, nogi mu się ugięły, zbielał na twarzy, choć godny worek na plecach dźwigał. Tak w niego uderzyły Marynine oczy, jak błyskawice.
Ona się tylko uśmiechnęła, że ledwo przemknęło po wązkich wargach, i patrzy na niego z góry, śmiało, a on tak przed nią przychylony z tym workiem.
— Podź — mówi — odbieremy.
Oddał Jasiek worek młynarczykowi mleć.
— Tyś niepili, nietutejsy? — mówi Maryna — Tyś ten muzyka Jasiek od Gąsiorka?
— No.
Nie dwoi mu nic, tylko tak do niego mówi: ty, jak do pasterza.
— Przydź jutro rano po monkę.
— Przydem.
Chciał jej powiedzieć: Ostańcie z Pane Boge —