Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Niedługo to jednak trwało. Powiada mu Kuba Gąsiorek, ten, co tracz miał:
— Wis, Jasiek, kiebyś taki dobry był, a zaniós jarcu do Biołego Marcina zemleć.
— Dobrze. Zaniesem.
A stary Gąsiorek się przyśmiechuje i pyta: Widziołeś młynoreckę?
— Ze wtorom?
— Wójtowom córkę?
— Nié.
— No to się waruj, bo cię zji.
— Ej, kie mie ta do siela nic nie zjadło, to mie ta juz i nie zji.
— Waruj się! mówiem ci. Scepon Symcyków z Ludzimirza do Peśtu bez niom wywędrował, Kuba Gąsiorek, haw naski, Rogoźnicon, pije tak, co ani rady, Jahymiak Wacław, ten Kasin, tak, jak ogłupioł. Jo som, hociek stary, kie jom widzem, to jaze mi gro w usak! Bucna dziwka, jak las!
— Nie bojem się.
— Cy mos co od uroku?
— Mom.
Tu stary Gąsiorek ogromnie się rozciekawił. Nachylił siwą głowę z długiemi kędziorami i pozaplatanemi warkoczykami od skroni, ku Jaśkowi, i pyta się: Ze co? Ze co? Coz mos? Nie przezdradzem cię. Powidz mi!