Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

jeden sądzi, jeden rozumem swoim i mądrością wszytkich rozumienia miarkuje.
Macie spólne prawa i wolności; jakoż się dzielić jemi możecie? Zgodnym są nadane. Bracia są, — jako psalm mówi, — unanimes in domo, nie mający rozdzielnego dziedzictwa; nikt pojedynkiem mieć ich nie mógł, jedno wszyscy zaraz. Toć się zgadzać muszą.
A spólna ojczyzna i matka miła jako was do zgody wiąże i zniewala? Izali też się podzielić ją możecie? izali to nie jej śmierć jest, gdy się ją dzielić i rozrywać poczniecie? Obalenie tak wielkiego królestwa, zguba wszytkich praw — i wolności waszych, upadek wszytkich dostatków waszych, jako was do zgody nie przywodzi?

Obejźrzycie się, proszę, na te szkody i utraty, które wam z niezgody urastają. Bo naprzód drogi sobie wszytkie prawie zagrodzicie do poratowania tak nachylonej do upadku ojczyzny swej i królestwa tego. Bo jako o niem w niezgodzie i waśniach radzić; jako się z rozumami waszymi i sercy dobremi znieść i składać do tego możecie; gdyż niezgoda nic do kupy nie niesie, ale wszytko rozprasza i różnymi wiatry roznosi! O jako szczęśliwy to lud był, o którym napisano: „wszyscy się zebrali jakoby jeden mąż i człowiek jeden, z jednem sercem, z jedną radą“[1]. Gdzie serca różne, jako zgodna rada około ojczyzny być ma?

  1. Judic. 20.