Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

statu osłabiała, fałszywem i nieroztropnem wolności szkodliwej rozszerzaniem ściśniona i skrócona, iż się rzec nie może: [1]„Król, który siedzi na stolicy sądu, rozprasza wszystko złe wejrzeniem swojem“, ani ono mówić się może: „Rozprasza niebożne król mądry i sklepy nad nimi buduje“, i ono: „Jako iwi ryk, tak postrach królewski“. Bo teraz żaden się króla nie boi ani jego sądów ani jego karania. Kto chce, o nim szemrze, każdy go ćwiczy i pedagogiem jego być chce i poważności jego uwłóczy. Codzień władzej królewskiej ubywa, a ludzkie] śmiałości i nadętości przybywa. Jakoż głowa mocna być ma? — Jakoż egzekucya praw potężna zostanie? By był namędrszy Salomon, gdy władzej i potężności do karania i rządów i pieniędzy nie ma, żadnej przygodzie pospolitej nie poradzi. A gdy na głowie zejdzie, niedługo członki ustaną.

Sejmy te, jako wam źle wychodzą i jakiejby w nich naprawy potrzeba, sami to lepiej widzicie. Ja to tylo mówię, co wszyscy widzą. Zjeżdżacie się z wielkiemi kupami jezdnych i pieszych, jako na wojnę, nie na radę; i utracacie to, czemby się niemałe wojsko uchować podobno mogło. Tak długi czas tu siedzicie, a mało sprawujecie. Wiele, wedle Proroka, siejecie, a mało użynacie.[2] Na pobory narzekacie, a tu więtsze utraty na

  1. Prov. 10.
  2. Agg. 1.