Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRÓL KACPER.

Ach mój bracie, mój miły! * Ledwie mi się skleiły * Ociężałe powieki, * Miałem sen, co na wieki * Zostanie mi w pamięci. * Nie wiecie, co się święci...

(Ukazując na Jezusa).

Na Dzieciny tej życie * Godzi Herod król skrycie.

KRÓL MELCHIOR.

Ach! mój Boże! mój Boże!

KRÓL BALTAZAR.

Czy być może? * Zważaliście zapewnie. * Jak on tkliwie i rzewnie * Mówił o Mesyaszu, * Gdyśmy w drogę tę naszą * Spiesząc, z nim się widzieli.

KRÓL KACPER.

O! był to głos zdradliwy... * A przecież mi Bóg żywy * Dał we śnie tę przestrogę, * Byśmy inną już drogę * Za powrotem obrali, * A Heroda mijali.

KRÓL MELCHIOR.

Święty rozkaz jest Boży... * Jeno, że się nadłoży * Przez to kawał nam drogi.

KRÓL BALTAZAR.

Za to szopki tej progi * Prędzej rzucić nam trzeba. * Mnie żal będzie jak z nieba * Oddalić się od żłobu; * Ale jabym do grobu * Wpędził żonę mą chorą.

(Zwraca się do żebraczki i mówi jej do ucha):

Bądź gotowa dziewczyno! * Porankową godziną * Muszę wracać do domu.