Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ŻEBRACZKA.

Ach! zgadujesz Maryo! * Moje oczy łzy piją * Na każdy dzień jak wodę... * Choć wesołość, swobodę * Po mej matce dziedziczę; * Chwilek błogich nie zliczę, * Co pod ojców mych strzechą * Biegły w żartach i śmiechu. * Lada co mnie zabawi, * Ale też i zakrwawi; * Lada myśl lub wspomnienie, * I łez w oczy przyżenije. * W jednym noszę woreczku * Wszystkiego potroszeczku: * Są tam łzawe tęsknoty, * Jest i trochę pustoty * Szczerej takiej, dziecięcej; * Ale chyba łez więcej. * Nieraz mi się zdarzyło, * Że do płaczu dość było * Rozejrzeć się po świecie * W pełnej wiośnie lub w lecie. * Bywało, że wokoło * Tak prześlicznie, wesoło, * Zielono i zielono; * A naonczas mnie w łono * Żałość jakaś wstępuje, * Smutek z szczęściem wraz czuję. * Łzy mi pachną, jak kwiecie * Bucha wonią w bukiecie, * I nie trzeba już wtedy * Żadnej troski ni biedy, * Żeby z oczu trysnęły... * Ciepłe wiatry wionęły: * Zapatrzone w niebiosy * Ku ziemi się gną kłosy, * Na niwie jak na morzu * Gęste fale się tworzą, * Idą niby owieczki... * Wejrzę... jakby gwiazdeczki * Łzy u powiek mi wiszą. * Wnet się wiatry uciszą, * Słyszę tęskną fujarkę, * Znów mam pełną łez miarkę, * I rozmyślam tak sobie: * Skąd mi smutno w tej dobie, * Gdy tak ślicznie na świecie? * Tęsknota co pierś gniecie, * Wyradza się stąd może. * Iż ten, który w przestwo-