Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Sam się czemprędzej porwałem, * I na drugich zawołałem: * Na Kubę, na Macka i na Kaźmierza, * By wstali czemprędzej mowie pacierza.

Nie zaraz się podźwignęli, * Bo byli bardzo zasnęli: * Alem ich po trochu wziął za czuprynę, * By wstali przywitać Boga Dziecinę.

Kaźmierz bowiem wszystko słyszał, * Bo na słomie w budzie dyszał: * Ale nam od strachu niechciał powiedzieć, * Na Maćka skazywał, ten musi wiedzieć.

Nu Macieju, ty nam powiesz, * Ponieważ ty sam wszystko wiesz: * Widziałem, widziałem dziwne widzenie, * Słyszałem, słyszałem Anielskie pienie.

Bo mi sam Anioł powiedział, * Gdym na słomie w budzie siedział: * Nie bój się, nie bój się, Maćku pastuszka, * I jać to i jać to jest Boski służka.

Zwiastując wesołe lata, * Że się wam Zbawiciel świata, * W Betleem narodził, tak sławnem mieście, * Więc Jego czemprędzej przywitać bieżcie.

Niech weźmie Stasiek fujarę, * A Szymek gołąbków parę; * A Maciek będzie stał u drzwi z obuchem, * Bo się tam nie zmieści z swym wielkim brzuchem.

Porwawszy się biegli drogą, * Gdzie widzieli jasność srogą: * W Betleem miasteczku, gdzie Dziecię było, * Które się dla wszystkich z nieba zjawiło.

Wbiegliśmy zaraz do szopy, * Uściskaliśmy Mu stopy: * Jam do-