Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Do djabła! — Winnetou, Winnetou!...
— Tak, to moje imię. Słyszę, że je znasz. Ale nie wiem, czy znasz także moje cechy i czyny. Nie próbuj doświadczać ich na sobie. Słuchaj uważnie, co ci powiem! Tu oto stoi mój przyjaciel i brat, Old Shatterhand. Spotkaliśmy twoją żonę. Zaprosiła nas i poszliśmy z nią, aby ci okazać zaszczyt swą obecnością. Jedliśmy i wysłuchaliśmy jej pieśni. To wszystko. Nic innego się nie zdarzyło. Jeżeli za to jednak ją ukarzesz, nie minie cię zemsta Winnetou. Moja władza sięga aż do serca tego miasta — do najskrytszych zakamarków najgłębszych piwnic w najbardziej zapadłych domach. Każę cię śledzić. Szepnij swej squaw tylko złe słówko, a któryś z moich Apaczów odpowie ci nożem. Teraz wiesz zatem, czego sobie życzę. Jeśli nie usłuchasz, zginiesz niechybnie!
Potem sięgnął do pasa, wyciągnął monetę i, kładąc na stole, dodał:
— Oto zapłata za to, cośmy zjedli. Old Shatterhand i Winnetou nie chcą żadnych darów, albowiem są od ciebie bogatsi. Powiedziałem!
Werner nie śmiał oponować. Stał, jak skarcony sztubak. Potter miał minę człowieka zgorszonego, ale można było poznać, że w głębi serca odczuwa zadowolenie. Położyłem rękę na jego ramieniu i zapytałem:
— Master, słyszał pan moje imię i wiesz, kim jestem?
— Tak — odpowiedział.
— Przejrzałem pańskie zamiary. Postępuj pan