Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oględniej ze swoim wspólnikiem, inaczej nie będzie dla pana zmiłowania. Wrócę i sprawię nad panem sądy, ale nie według paragrafów waszych ksiąg i aktów, jeno według surowych praw prerji. Pański wspólnik opowie panu o mnie. Nie wierz, że on mnie zgłębił. I nie sądź, że będę wobec pana tak pobłażliwy, jak byłem wobec niego w Niemczech. Aby cię przekonać, że mówię poważnie, wycisnę pieczęć Old Shatterhanda na pańskich mięśniach.
Prawą ręką objąłem jego ramię i ścisnąłem mocno. Wydał nie okrzyk, ale prawdziwe wycie. Zaraz potem wyszedłem wraz z Winnetou, nie oglądając się za sobą. Wsiedliśmy do windy. Za naciśnięciem guzika zjechaliśmy nadół i opuścili pałac, który, według moich przypuszczeń, miał wkrótce stać się domem niedoli. — —
Nazajutrz wyjechaliśmy z San Francisco, a po trzech miesiącach w Hole in Rock rozstaliśmy się na trzydzieści miesięcy. Winnetou zatrzymał mojego konia. Umówiliśmy się dokładnie co do miejsca i czasu przyszłego spotkania, jakeśmy to zazwyczaj czynili.
Parę miesięcy bawiłem w domu. Następnie wyruszyłem w świat, tym razem na Wschód, gdzie spędziłem dwadzieścia miesięcy. Po powrocie pogrążyłem się w książkach i bardzo mało pokazywałem. Tylko raz na tydzień odwiedzałem towarzystwo śpiewacze, którego byłem i jestem dotychczas członkiem honorowym. To była jedyna ówczesna moja rozrywka.
Którejś soboty siedzieliśmy po ćwiczeniach i naradzaliśmy się nad urządzeniem koncertu na cele dobro-