Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie.
— To dobrze! Inaczej bowiem byłbyś koniokradem. Znam tego kasztana. Jest to ogier, prawdziwy maurytański Henneszah, — ulubiony koń Pana Straży przybocznej naszego baszy, który obdarza cię chyba wielkiem zaufaniem, skoro powierzył ci to kosztowne zwierzę.
— Jest moim przyjacielem.
— W takim razie powiedz Panu Zastępów, że jestem jego a także twoim sługą najpokorniejszym. Jakież twoje życzenia mogę spełnić?
— Przyjechał do ciebie cudzoziemiec, który chce pozostać w ukryciu?
— Nic o tem nie wiem. Kto ci powiedział? — zapytał przerażony tem, że przyjaciel Krüger-beja dopytuje się o człowieka, którego schował.
— Powiedz prawdę. Możesz zaufać. Jechałem razem z tym cudzoziemcem i przesłałem nawet przez hammala jego bagaż. Powiedz mu, że chcę z nim pomówić.
— Wątpię, czy cię przyjmie, — rzekł z nieufnością. — Mój gość chce właśnie ukryć się przed tym, który jest twoim przyjacielem. Jakże może ci się pokazać na oczy! Dowiem się wnet, czy istotnie jesteś tym, którego wypatruje. Skąd i kiedy przybył okręt?
— Z Aleksandrji. Dzisiaj rano.
— Gdzie wylądował ten cudzoziemiec, o którego pytasz?
— Przy Ras Chamart.
— Z jakiego kraju pochodzisz?