Przejdź do zawartości

Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Z Belad el Ingeliza[1].
 — Twoje nazwisko?
 — Jones.
 — Twoje odpowiedzi są trafne, a zatem muszę cię zaprowadzić do niego. Ale powiedz, czy naczelnik straży przybocznej wie, dokąd pojechałeś?
 — Nie wie.
 — Czy powiesz mu?
 — Ani myślę. Wiem, że jesteś przyjacielem kolorasiego Kalafa Ben Urik i tylko ze względu na niego ukryłeś cudzoziemca. Darzę kolorasiego bardzo żywem i wielkiem zainteresowaniem. Znam jego zamiary, jego cele i pragnienia o wiele lepiej od ciebie. A zatem proszę, porzuć nieufność i zaprowadź mnie do swego gościa. Muszę mu oznajmić parę bardzo ważnych wiadomości, niecierpiących zwłoki.
 — A więc chodź! Zaprowadzę cię do niego.
 Nie dziw, że koniarz nie dowierzał. Jeżeli nawet Tomasz Melton nie wtajemniczył go w swe plany, to w każdym razie musiał mu wyjawić niektóre szczegóły i oznajmić, że władze nie powinny się dowiedzieć o obecności cudzoziemca. A teraz ja oto przyjechałem na wierzchowcu urzędnika, który zaliczał się do najwyższych dygnitarzy. Kosztowność mego konia dowodziła bliższych stosunków z owym dygnitarzem. To musiało oczywiście ściągnąć jego podejrzenie.

 Zostawiłem konia i poszedłem za gospodarzem. Wrzekomym celem moich odwiedzin była wiadomość, że kolorasi, ojciec Jonatana Meltona, nie wrócił z wy-

  1. ↑ Anglja.