Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jak to rozumiesz?
— Pojadę do Huntera i namówię, aby nie wypatrywał ojca w Zaghuanie, ale przyłączył się do wyprawy przeciwko Uled Ayarom. Jestem przekonany, że nagłe i niespodziane spotkanie z synem Kalafa Ben Urik tak oszołomi, że nie omieszka się zdradzić, co nas upoważni do uwięzienia go.
— Niezła myśl. Ale jak zdołasz Jonatana namówić?
— Zdaj się na mnie! Tak mu wszystko wyłożę, że sam się będzie narzucał na towarzysza. Wyobraź sobie przestrach kolorasiego, skoro ujrzy syna, przerażenie, skoro zobaczy mnie, — Old Shatterhanda — znającego jego przeszłość nawylot. Musiałby mu naprawdę czart pomagać, gdyby nie popełnił, lub nie powiedział czegoś, co dowiodłoby Panu Zastępów, że obdarzał miłością drapieżnika w ludzkiej postaci. Teraz ruszam do Zaghuanu. Wkrótce przyjadą po was z zamku.
— Poczekaj chwilę! Istnieje jeszcze jedna okoliczność, bardzo ważna, o której, zdaje się, zapomniałeś. Krüger-bej wie naturalnie, że jesteś Niemcem i zna twoje nazwisko?
— Oczywiście,
— Powiedziałeś także, że przyjechał z tobą wódz Apaczów?
— Tak.
— A teraz pojedzie z nami wrzekomy Hunter? Dowie się wnet, żeś go oszukał.
— Jakto?