Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ulegało wątpliwości, iż ceni Kalafa ben Urik bardzo wysoko. Wobec tego powziąłem myśl, a nawet mocne postanowienie, aby chwilowo nie opowiadać Krügerowi tego, co wiedziałem o jego „ulubieńcu“. Ponieważ tak gorąco stał za Kalafem, można było się spodziewać, że stary Pan Zastępów swoją interwencją pokrzyżuje nasze plany. Prędko zatem zmieniłem temat rozmowy. Opowiedzieliśmy sobie rozmaite przygody, palili kosztowny dżebeli, pili kawę, której stary Sallam wciąż dolewał, gwarzyli o wszystkiem — tylko nie o tem, co mi ciążyło na sercu.
Wreszcie musiałem Krügera pożegnać, aby niebawem wrócić. Odprowadził mnie do drzwi, co czynił jedynie wobec szczególnie miłych gości. Na dworze oczekiwał prześliczny kasztanek. Dosiadłem go i pojechałem z początku do hotelu, aby zaprosić towarzyszyć do Krügera i zawiadomić o niespodziewanym szkopule. Czyż mogliśmy przypuszczać, że wyrafinowany złoczyńca wbrew naszym interesom wkradnie się w łaski starego Pana Zastępów? Jakkolwiek Krüger-bej lubił mnie i poważał, zrozumiałem, że nic nie zdziałam gołosłownem oskarżeniem, że muszę dostarczyć niezbitych, namacalnych dowodów. Miły, dobry, a jednak nad wyraz uparty stary naczelnik straży przybocznej mógł tak pokierować sprawą swego pupila, iż ten zdołałby się nam wymknąć z rąk. Trzeba go było za wszelką cenę zaskoczyć.
— Zaskoczyć? Ale jak? — zapytał Emery.
— Z pomocą pseudo-Huntera — odpowiedziałem.