Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawie przeciwko Uled Ayarom, musi nam pan rumaków dostarczyć. Chyba nie mam potrzeby zaznaczać, że Winnetou i Emery Bothwell przywykli do wybornych wierzchowców i nie zadowolą się byle jaką szkapą.
— Tak samo jak pan! Ale proszę się o to nie kłopotać. Znasz mnie i masz chyba pewność, że dam wam wierzchowce najlepsze, jakie się znajdą w mojej stajni.
— Przyjmiemy z prawdziwą wdzięcznością. Byłoby mi bardzo miło, gdybym dostał natychmiast konia. Muszę bowiem wrócić do miasta i pojechać do Zaghuanu.
— W jakim celu?
— Później panu opowiem, kiedy czas na to pozwoli. Wówczas dowie się pan także o celu naszego przyjazdu. Teraz proszę o odpowiedź na parę pytań. Czy ma pan dowody, że Kalaf Ben Urik był Anglikiem?
— Nie.
— Czyim więc jest poddanym?
— Tuniskim.
— Przypuśćmy, że popełnił przestępstwo, w takim razie sądzi go nie przedstawiciel jego ojczyzny, ale basza?
— Tak. Lecz Kalaf Ben Urik to największy gentleman i wierzący, praktykujący muzułmanin. Jestem gotów za niego przysiąc i nie ścierpię żadnej napaści na mego ulubieńca.
Wypowiedział to surowym i dobitnym tonem. Nie