Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   441   —

— Old Shatterhand jest wprawdzie naszym wrogiem, lecz wrogiem szlachetnym. Mógł nad Rio Pecos zastrzelić Tanguę, a nie uczynił tego, tylko go okulawił. Old Shatterhand postępował tak zawsze, o tem wiedzą czerwoni mężowie i szanują go za to. Śmierć jego jest nieunikniona, lecz on umrze śmiercią wielkiego bohatera i dowiedzie nam, że wskutek mąk, jakich nikt jeszcze nie cierpiał, nie wyrwie się z ust jego okrzyk boleści. Gdy zaś umrze, ciała jego nie pożrą ryby w rzece, ani wilki i sępy na preryi. Prawdziwy wódz, jakim on jest, musi mieć grób, bo to uczci nas samych, którzyśmy go zwyciężyli. A gdzie będzie ten grób? Pida słyszał, że niegdyś Nszo-czi, piękna córa Apaczów, darowała mu swoją duszę, dlatego zwłoki jego spoczną obok niej, aby duch jego mógł się w wiecznych ostępach połączyć z jej duchem. Takie będzie podziękowanie Pidy dla tego, który mu życie darował. Moi czerwoni bracia słyszeli moje słowa. Czy zgadzają się z niemi?
Przytem spojrzał pytająco dokoła.
— Howgh! howgh, howgh! — zabrzmiały zewsząd okrzyki zgody.
Zaiste ten młody Keioweh był człowiekiem niezwykłym i jak na stosunki Indyan szlachetnym! Stanowcza jego zapowiedź o mojej śmierci męczeńskiej nie dotknęła mnie teraz wcale, ale za to, że ta śmierć miała być tak straszna, a więc dla mnie pełna chwały, musiałem mu być wdzięcznym. To wkońcu, że chciał mnie pochować obok Inczu-czuny i Nszo-czi, było rysem delikatnego uczucia, jakiego się zazwyczaj nie spotyka u dzikich. Gdy czerwoni wojownicy wygłaszali swoje howgh, zaśmiał się Santer głośno i zawołał do mnie:
— Słuchaj, drabie, składam ci życzenia z powodu tego wesela w wiecznych ostępach z piękną Indyanką! Nie każdemu dostaje się takie szczęście w udziale. Ja chciałbym przynajmniej gościem być u ciebie, skoro nie mogę być panem młodym. Czy mnie zaprosisz?