Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   265   —

na tem nie kończy się jeszcze poczet waszych zbrodni. Wy oddaliście nas w ręce naszych wrogów Keiowehów?
— Nie.
— To kłamstwo!
— To prawda!
— Przecież z Old Shatterhandem jechałeś za nami, kiedy opuściliśmy wasz obóz.
— Tak.
— To przecież pewna oznaka nieprzyjaźni!
— Nie. Wyście nam zagrozili, musieliśmy więc wedle reguł Zachodu przekonać się, czy naprawdę oddaliliście się, czy nie. Przecież mogliście się ukryć i wystrzelać nas, dla tego tylko pojechaliśmy za wami.
— Czemu nie uczyniłeś tego sam? Dlaczego wziąłeś z sobą Old Shatterhanda?
— Aby go nauczyć, jak się rozpoznaje ślady, gdyż był jeszcze nowicyuszem.
— Skoro zamiary wasze były tak pokojowe i tylko z ostrożności podążyliście za nami, to dlaczego wezwaliście na pomoc Keiowehów?
— Ponieważ ślady wasze pouczyły nas, że ty pośpieszyłeś naprzód. Chciałeś widocznie sprowadzić wojowników i napaść na nas.
— Czy było rzeczywiście koniecznem zwracać się do Keiowehów?
— Tak.
— Czy innego wyjścia nie było?
— Nie.
— Znowu kłamiesz! Aby nam ujść, wystarczało zrobić to, co wam kazałem, to jest opuścić nasze terytoryum. Czemu nie uczyniliście tego?
— Bo nie mogliśmy odejść przed skończeniem roboty.
— A więc chcieliście grabić, czego wam stanowczo zakazałem, i dlatego sprzymierzyliście się z Keiowehami. Kto szczuje na nas naszych wrogów, jest także naszym wrogiem i musi zginąć. To dla nas nowy powód, żeby odebrać wam życie. Potem znowu nie pozo-