Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   247   —

nie potoczyła się tak gładko, jak się ją czyta. Mówienie sprawiało mi trudności i połączone było z dość wielkim bólem, mówiłem więc dość powolnie i przestawałem często, aby wypocząć. To mnie znużyło i dlatego usnąłem, skoro się tylko „Piękny Dzień“ oddalił.
Obudziwszy się w kilka godzin potem, poczułem wielkie pragnienie i wprost niedźwiedzi apetyt. Spróbowałem swego środka czarodziejskiego i zadąłem w piszczałkę. W tej chwili ukazała się stara, która siedziała chyba za drzwiami, bo wstawiła głowę i wymówiła jakieś pytanie, z którego uchem wyłowiłem tylko słowa „iszha i isztla“. Domyśliłem się, że chciała się dowiedzieć, czy będę jadł i pił. Dałem szczękami znak żucia, poczem ona zniknęła. Niebawem ukazała się Nszo-czi z glinianą miską i z łyżką w ręku, uklękła obok łoża i zaczęła mi podawać jedzenie łyżka za łyżką, jak dziecku nie umiejącemu jeszcze jeść bez pomocy. Dzicy Indyanie nie używają takich naczyń i zmarły Kleki-petra był także pod tym względem nauczycielem Apaczów.
Miska zawierała bardzo mocny rosół z mąką kukurudzianą, przyrządzaną przez Indyanki zapomocą rozgniatania ziarnek kukurudzy pomiędzy kamieniami. Dla gospodarstwa Inczu-czuny zbudował Kleki-petra żarna, które pokazywano mi potem jako wielką osobliwość.
Jedzenie szło mi oczywiście jeszcze trudniej od picia. Ledwie zdołałem wstrzymać się od krzyku przy przełykaniu zawartości każdej łyżki, ale natura wymagała pokarmu i musiałem coś jeść, jeśli chciałem nie zginąć z głodu. Starałem się więc nie dać poznać po sobie, jakie męki przy tem znosiłem, nie mogłem jednak powstrzymać łez, płynących mi z oczu mimowolnie. Nszo-czi zauważyła to i rzekła, gdy spożyłem ostatnią łyżkę:
— Jesteś widocznie bardzo osłabiony, ale mimoto silny mąż i bohater. O, gdybyś się był urodził Apaczem, a nie kłamliwą, bladą twarzą!
— Ja nie kłamię, nie kłamię nigdy; uznasz to kiedyś!
— Chętnie wierzyłabym ci, ale niestety tylko jedna blada twarz mówiła prawdę: Kleki-petra, którego kocha-