Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   248   —

liśmy wszyscy. Był on ułomny, ale miał ducha jasnego i dobre serce. Zamordowaliście go, chociaż was nie obraził i za to musicie zginąć, a potem was z nim pochowają.
— Jak? On jeszcze nie pochowany?
— Nie.
— Ależ zwłoki nie mogły sią tak długo utrzymać!
— Spoczywają w mocnej trumnie, przez którą nie przejdzie powietrze. Zobaczysz ją na krótko przed śmiercią.
Po tem pocieszającem zapewnieniu odeszła. To przecież dla tego, kogo mają na śmierć zamęczyć, ogromne uspokojenie, że zobaczy przedtem trumnę drugiego! Zresztą nie myślałem jeszcze poważnie o śmierci. Przeciwnie byłem pewien, że będę żył, gdyż posiadałem niezbity dowód do wykazania naszej niewinności, a mianowicie kosmyk włosów, odcięty Winnetou podczas uwolnienia go.
Ale czy miałem go rzeczywiście? Czy mi go nie zabrano? Przeraziłem się tem pytaniem. Podczas krótkich chwil przytomności nie przyszło mi na myśl, że Indyanie zwykli ograbiać swoich jeńców. Musiałem więc zbadać kieszenie.
I teraz jeszcze leżałem w całkowitem swojem ubraniu. Nie zdjęto ze mnie ani jednej części jego. Można sobie wyobrazić, co to znaczy przebyć tak trzy tygodnie w gorączce. Zdarzają się warunki, które można przeżyć, ale opowiadać ich w książce nie wolno. Czytelnik zazdrości takiemu człowiekowi, który wiele jeździł i wiele doświadczył, ale nie odważyłby się wstąpić w jego ślady, gdyby znał okoliczności uboczne, pominięte milczeniem. Ileż to razy od zapalonych czytelników dzieł moich otrzymuję listy, w których donoszą mi, że chcieliby przedsięwziąć podobne podróże. Pytają o koszta, co należy z sobą na podróż wziąć, ale mało komu chodzi o to, jakich języków powinien się nauczyć i jakich wiadomości nabyć, aby sobie ułatwić podróż. Tych, żądnych przygód, panów leczę skutecznie szczeremi odpowiedziami, w których zdzieram zasłonę z rzeczy przemilczanych.
Zbadałem więc swoje kieszenie i znalazłem ku memu