Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   59   —

ponadto. Zresztą, gdy tam przyjdziecie, znajdziecie jeszcze dwa stare dwudziestoletnie byki, które zastrzelił ten młody gentleman.
— Byki, stare byki! — zawołano dokoła. — No, żeby popełnić takie głupstwo i strzelać do dwudziestoletnich byków, na to potrzeba strasznego greenhorna!
— Śmiejcie się z niego, panowie, ale przypatrzcie się także tym bykom! On mi tem życie uratował!
— Życie? Jakto?
Domagali się natarczywie, żeby im opowiedzieć o przygodzie, ale Sam odprawił ich temi słowy:
— Nie mam ochoty mówić teraz o tem. Niech on wam sam opowie, jeżeli uważacie za stosowne pójść po mięso dopiero wtedy, kiedy się ściemni.
Miał słuszność, gdyż słońce już się było bardzo ku zachodowi pochyliło. Zresztą domyślili się oni, że ja tem mniej będę skłonny do opowiadania, dosiedli więc prędko koni i odjechali wszyscy razem; wszyscy, bo nie dowierzali sobie wzajemnie. Między porządnymi myśliwcami, których łączy przyjacielski stosunek, należy zwierzyna, ubita przez jednego, do wszystkich, ale tego poczucia wspólności ci ludzie nie posiadali. Później nawet dowiedziałem się, że jak dzicy rzucili się do krowy i wśród kłótni i przekleństw nożami wyrywali każdy dla siebie, o ile możności, największy i najlepszy kawałek.
Kiedy się ci oddalili, zdjęliśmy polędwicę i siodło z konia, potem ja odprowadziłem go na bok, by go rozkiełznać i przywiązać do pala. Przez ten czas skreślił Sam Hawkens dzieje naszej przygody Parkerowi i Stone’owi. Między nimi a mną stał namiot, nie widzieli więc mnie, kiedy znów się do nich zbliżyłem. Będąc już prawie koło namiotu, usłyszałem głos Sama:
— Wierzcie mi, że tak jest, jak mówię. Ten człeczyna bierze wam największego właśnie i najsilniejszego byka na cel i kładzie go jak stary strzelec. Udałem oczywiście, że uważam to za lekkomyślność, wyła-