Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   23   —

— Bo nawet przewyższyliście moje polecenie i oczekiwania tych panów!
— Polecenie, oczekiwania? Nie rozumiem.
— To nie jest potrzebne. Sprawa bardzo prosta. Twierdziliście niedawno, że znacie się na miernictwie. Aby się przekonać, czy to nie blaga, zaprowadziłem was do tych gentlemanów, a moich dobrych znajomych, aby was wymacali. Pokazało się, że wszystko macie zdrowe, i wyrąbaliście się z honorem.
— Blaga? Mr. Henry, jeśli uważacie mnie za zdolnego do takich rzeczy, to już więcej nigdy was nie odwiedzę!
— Nie dajcie się wyśmiać! Nie odbierzecie chyba staremu przyjemności oglądania was. Wspominałem już wam: z powodu podobieństwa do syna! Byliście kiedy u handlarza koni?
— Codziennie rano.
— I jeździliście na dereszu?
— Tak.
— Będzie co z tego konia?
— Tak sądzę, ale wątpię, czy ktoś, kto go kupi, da sobie z nim radę. Przyzwyczaił się do mnie i zrzuci każdego innego.
— Cieszy mnie to, bardzo mnie to cieszy; koń chce widocznie nosić tylko greenhorny. Chodźcieno przez tę boczną uliczkę. Znam tu doskonały dining house, gdzie się bardzo dobrze jada, a jeszcze lepiej pije. Musimy uczcić egzamin, któryście dziś zdali tak znakomicie.
Nie mogłem pojąć Henry’ego; zdawało się, że się odmienił. Ten samotny, powściągliwy człowiek chciał jeść w dining house! Twarz jego przybrała inny wyraz niż zwykle, głos brzmiał jaśniej i weselej niż kiedykolwiek. Wtrącił coś o egzaminie. Zastanowiło mnie to słowo, choć tutaj mogło być bez znaczenia.
Od tego dnia odwiedzał mnie codziennie i obchodził się ze mną jak z ukochanym przyjacielem, którego się ma wkrótce utracić. Nie pozwolił jednak na to, że-