Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   24   —

bym zbytecznie urósł w dumę z powodu tego wyróżnienia; miał zawsze tłumik w postaci fatalnego słowa „greenhorn“.
W tym samym czasie zmienił się także względem mnie stosunek rodziny, u której pracowałem. Rodzice więcej się mną zajmowali, a dzieci okazywały więcej przywiązania. Nieraz przyłapywałem ich na tajemnych spojrzeniach na mnie, których nie mogłem zrozumieć; były jakieś serdeczne i jakby żalem wywołane.
Może w trzy tygodnie po naszej osobliwej wizycie w owem biurze, poprosiła mnie lady pewnego dnia, żebym wieczorem nie wychodził, lecz został na kolacyi z rodziną, podając za powód tę okoliczność, że przybędzie Henry, oraz dwu gentlemanów, z których jeden, niejaki Sam Hawkens, słynnym był westmanem. Jako greenhorn nie słyszałem oczywiście o tem nazwisku, ale ucieszyłem się sposobnością poznania prawdziwego i to znakomitego westmana.
Jako domowy nie czekałem, aż wybije oznaczona godzina, lecz stawiłem się o kilka minut wcześniej w dining-roomie. Ku memu zdziwieniu ujrzałem nie zwyczajne, lecz wspaniałe nakrycie, jak do uczty. Mała, pięcioletnia, Emmy była sama w pokoju i wsadziła właśnie palec do kompotu. Wyjęła go, skoro tylko wszedłem, i otarła szybko w swoją jasną fryzurkę. Gdy jej pogroziłem, przyskoczyła do mnie i szepnęła kilka słów do ucha. Aby swój błąd naprawić, zdradziła mi tajemnicę ostatnich dni, która wprost rozsadzała jej serduszko. Zdawało mi się, że ją fałszywie rozumiem. Zapytałem ją jeszcze raz, a ona powtórzyła z radością te same słowa: „Your farewell-feast“.
Moja uczta pożegnalna! Czyż było to możliwe? Nie. Z pewnością dziecko tak sobie uroiło. To też uśmiechnąłem się tylko na to. Następnie usłyszałem głosy w pierwszym pokoju; nadchodzili goście, wyszedłem więc naprzeciw, by ich powitać.
Wszyscy trzej przybyli w tym samym czasie, jak się później dowiedziałem, wedle umowy. Henry przed-